STRAJK W MADRYCIE


Przedwczoraj, 6 grudnia, ponad 500 000 osób wyszło na ulice Madrytu, w celu wywarcia presji na polityków, by zaczęli przeciwdziałać katastrofie klimatycznej. W stolicy Hiszpanii od poniedziałku trwa szczyt klimatyczny COP25. Oryginalnie miał on się odbyć w Chile, ale prezydent tego kraju, Sebastian Piñera, odmówił organizacji w związku z niepokojami społecznymi, które rozpoczęły się jeszcze pod koniec października. Bezpośrednią przyczyną demonstracji na skalę całego kraju była podwyżka cen biletów do metra w Santiago, jednak Chilijczykom chodzi o coś znacznie więcej. Chcą położyć kres dalszemu pogłębianiu nierówności społecznych, które podsycane są takimi działaniami jak podniesienie chociażby ceny zwykłego biletu do metra. Dlatego w związku z deklaracją Pinery i sytuacją wewnętrzną w Chile lokalizacja COPu została szybko przeniesiona do Madrytu.

Problem kryzysu klimatycznego jednak wykracza daleko poza naturę i środowisko. Jest on głęboko zakorzeniony politycznie, etycznie i społecznie, stąd pojawia się termin sprawiedliwości klimatycznej. Ludzie najbiedniejsi, ci którzy najmniej dokładają się do kryzysu, odczują najdotkliwiej skutki zmian klimatycznych. Jest to jawna niesprawiedliwość, z którą trzeba walczyć, dlatego 6 grudnia 500 000 osób wyszło na ulice Madrytu, w celu wyrażenia swojego sprzeciwu przeciwko niesprawiedliwości klimatycznej oraz wywarcia presji na polityków, by zaczęli aktywnie przeciwdziałać katastrofie klimatycznej.




102 wyświetlenia